COPYWRITER, CZYLI SPRZEDAWCA MYDŁA I POWIDŁA

Godzina 9 rano, komputer włączony, kawa na biurku, maile sprawdzone (te prywatne też;)… Pracę można już zacząć.

Tekst pierwszy – kreacja mailingowa na temat rynku forex. Niby to już nie pierwszy tego typu temat, ale nadal to dla mnie czarna magia. Masa trudnych słów, wskaźników, których nazwy zapominam minutę po ich napisaniu. I przekonaj tu Klienta, że to najlepszy sposób na inwestycje…

Tekst drugi – poradnik pod tytułem „Jak dobrze wybrać router?”. A żebym to ja wiedziała… Wystarczy, że wiem, że to spore szare pudełko pod moim biurkiem w mieszkaniu. A jak się popsuje to Pan z serwisu zawsze kazał wyłączyć je na 10 sek. Ale na czas pisania staję się ekspertem: prędkości łącza, modemy ADSL2+, sieci 3G, 4G i czego człowiek tam nie wymyślił.

Tekst trzeci – artykuł o problemach intymnych kobiet. Wydawałoby się, że tu powinnam znać się nieco bardziej. No właśnie, powinnam… Bo okazuje się, że do napisania artykułu wymagana jest prawie że medyczna wiedza. No to mam przyśpieszony kurs z medycyny w 2 godziny. Łacińskie nazwy, przypadłości, no i oczywiście najlepsze leki.

Tekst czwarty – strona www nowego klienta. Dzień pracy kończę na systemach monitoringu. Dowiaduję się, że niebezpieczeństwo czyha na nas wszędzie, a kamerę najlepiej zainstalować na swoim czole.

Godzina 17.30, komputer zamknięty, kubki po całym dniu umyte. Copywriter, czyli specjalista od wszystkiego, opuszcza swoje stanowisko.

Reklamy